Marketing rządzi się swoimi prawami. Jedną z najważniejszych zasad jest budowanie popytu. Straszenie cyberzagrożeniami stało się chyba idealnym środkiem by to osiągnąć. Boimy się, że wstydliwe kwestie dotyczące naszego życia prywatnego zostaną opublikowane, że złośliwe oprogramowanie zaszyfruje zdjęcia z wakacji, że stracimy pieniądze w konta, czy że konkurencja przejmie naszych klientów lub nasze sekrety produkcyjne.

Strach jest dobrym motywatorem do zakupów. Nie powinien być jednak jedynym. Bezpieczeństwo jest bardzo ważne, ale wcześniej trzeba zapewnić możliwość swobodnego życia i funkcjonowania. Świat jest pełen niebezpieczeństw, nie tylko w cyberprzestrzeni. Nie zamyka nas to jednak w domach, ufortyfikowanych i zabezpieczonych najbardziej wyrafinowanymi systemami i przez najsilniejszych pracowników służb ochrony uzbrojonych po zęby w ciężkie karabiny maszynowe. Bezpieczeństwo NIE przede wszystkim!

W ostatnim czasie miałem okazję występować na Semaforze oraz na konferencji IIA pt. "Współpraca to się opłaca". W kolurach, mimo trochę innej publiki, rozmowy często dotyczyły bardzo podobnych kwestii. Obracały się wokół zagadnienia społecznej odpowiedzialności firm oraz niekiedy (niestety) znacznej pazerności czy to właścicieli czy też samych członków zarządów.

Pazerność właścicieli stanowi problem organiczny spółki. Niektóre z organizacji nie chcą działać w sposób etyczny, często balansują zresztą na granicy prawa. Poza naciskami społecznymi typu bojkot czy też działaniami organów nadzoru ciężko jest w takiej sytuacji coś zrobić. Wciąż dla wielu konsumentów najniższa cena jest jedynym istotnym kryterium wyboru, wciąż dla wielu właścicieli maksymalny zysk jest jedynym celem. Pojawiające się standardy branżowe z zakresu CSR pozwolą pozytywnie wskazywać na te z organizacji, które chcą przynajmniej rozpocząć prace zmierzające do bardziej odpowiedzialnego funkcjonowania.

Znacznie ciekawiej jest w sytuacji, gdy pazerność dotyczy członków Zarządu. W takiej sytuacji niekoniecznie dzieje się to za pełną zgodą Właścicieli, zgodnie z wizją prowadzenia przez nich interesów. Zaangażowanie Właścicieli jest, a przynajmniej powinno być długookresowe. Organiczne osłabianie spółki, eliminując wszelkie możliwe koszty oraz wywierając znaczną presję na krótkookresowy wynik nie koniecznie leży w ich interesie. Przedstawiciele najwyższego kierownictwa często pojawiają się jednak w organizacji jedynie na jakiś czas. Mają bardzo konkretne zadania- owskaźnikowane, ambitne, krótko lub średniookresowe. Premie za ich osiągnięcie są na tyle korzystne, że niekoniecznie pozostawiają miejsce na rozterki. Odpowiedzi na niektóre istotne pytania generują odpowiedzi, które niekoniecznie są tymi, które byśmy oczekiwali. Pytania takie jak:
  • czy warto inwestować w obszary generujące koszty a nie przekładające się BEZPOŚREDNIO na zysk?
  • czy można przymknąć oko na niektóre niezgodności z wymaganiami, tnąc tym samym koszty?
  • czy budować stabilne struktury organizacyjne i kompetencyjne, które przetrwają lata, czy koncentrować się na tym co i teraz?